• Wpisów: 12
  • Średnio co: 94 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 18:32
  • Licznik odwiedzin: 3 932 / 1223 dni
 
foreveralone112
 

#8

Comerme.: Kiedy nazajutrz rano weszłam do kuchni i zobaczyłam twarz mamy, wiedziałam, że stało się coś złego. Mimo to powiedziałam beztroskim głosem:
- Co masz taką grobową minę? Za trzy dni jedziecie z tatą na wakacje swojego życia.
Mama zawsze, zanim wyszła za mąż, marzyła o tym, by w podróż poślubną zwiedzić Rzym i Francję. Kiedy się pobrali, nie mieli na to pieniędzy, dopiero teraz w ramach prezentu z okazji ich dwudziestej rocznicy ślubu ojciec postanowił zabrać ją w tę spóźnioną podróż.
- Nigdzie nie jedziemy - oznajmiła matka.
- Co?! Pokłóciliście się z tatą? - Owszem, czasami się sprzeczali, nieraz ostro, nie potrafiłam sobie jednak wyobrazić, by jakąkolwiek kłótnia mogła odwieść moją mamę od tego wyjazdu. Poza tym wszystko było już załatwione - bilety lotnicze, rezerwacje w hotelach - a spakowane walizki stały już od kilku dni w sypialni rodziców.
- Ciocia Agnieszka ma jakieś kłopoty w pracy i przesunęli jej o tydzień urlop. Będzie mogła tu przyjechać dopiero w przyszłą sobotę.
- Nie możecie zmienić rezerwacji?
- Zaraz po telefonie Agnieszki tata zadzwonił do biura podróży. Nic się już, niestety, nie da zrobić. - Starała się być dzielna, ale widziałam, że walczy ze łzami. - Filip, bardzo cię proszę, wyjmij palec z talerza brata - zwróciła się do syna, który wyławiał cynamonowe zbożowe krążki z mleka Kuby. - A ty - popatrzyła groźnie na drugiego chłopca - przestań go kopać pod stołem. Ja wszystko widzę.
Chyba nie jestem jakąś zwyrodniałą siostrą. Kocham moich braci, ale czasami naprawdę mam ich dosyć. A nie spędzam przecież z nimi tyle czasu co ona. Właśnie wtedy przy śniadaniu, kiedy widziałam jej zamglone łzami oczy, pomyślałam, że naprawdę powinna pojechać.
Potem wielokrotnie tego żałowałam, lecz w tym momencie wiedziałam, że muszę to zrobić.
- Pojedziecie - powiedziałam.
- Kiedyś pewnie pojedziemy - potwierdziła ze smutnym uśmiechem.
- Nie kiedyś, tylko teraz.
Spojrzała na mnie tak, jakbym namawiała ją do lotu na Marsa albo przynajmniej na Księżyc.
Nagle odezwało się we mnie coś, co określiłabym z grubsza jako poczucie dorosłości. Zranione poczucie dorosłości.
- Mamo, za miesiąc kończę siedemnaście lat.
Chyba dalej nie wiedziała, do czego zmierzam.
- Ciocia Agnieszka przyjedzie w przyszłą sobotę, prawda?
- No, mogłaby, ale w tej sytuacji pewnie spędzi urlop gdzie indziej.
- Bo gdyby przyjechała w sobotę, to ja musiałabym się tylko przez tydzień sama opiekować się Filipem i Kubą.
Spojrzałam na bliźniaków i po raz pierwszy pożałowałam tej propozycji. Filip trzymał teraz łokieć na talerzu brata, a Kuba układał na jego rudej czuprynie namoczone w mleku krążki cynamonowe. Mimo to odwróciłam od nich wzrok i brnęłam dalej ku katastrofie.
- Poradzę sobie z nimi - oświadczyłam z determinacją.
Do mamy wreszcie dotarło to, co mówię.
- Nie, to niemożliwe - powiedziała, kręcąc głową. - Popatrz tylko na nich.
Jakby na potwierdzenie jej słów Kuba zaczął wrzucać cynamonowe krążki za T-shirt brata.
- Macie natychmiast przestać - poleciła im matka, po czym wzięła Filia za rękę i posadziła go po przeciwnej stronie stołu.
- Poradzę sobie - powtórzyłam, starając się, by w moim głosie brzmiało przekonanie, którego wcale nie czułam, Czasem po pięciu minutach przebywania z nimi mam ochotę, a co dopiero mówić o tygodniu.
- Nie, wykluczone - rzuciła, wyciągając z włosów syna rozpadające się już krążki.
- Co jest wykluczone? - zainteresował się tata, który w tym momencie wszedł do kuchni.
Czułam, że go przekonam pod warunkiem, że najpierw wysłucha mnie, a nie mamy.

#
Trochę nudny ten rozdział, ale pisałam go na szybko, bo nie za bardzo mam dziś czas ; // Przepraszam, i dziękuję za wszystkie komentarze pod rozdziałami ;3
Komentujcie i oceniajcie ;*
Papa <3

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego