• Wpisów: 12
  • Średnio co: 94 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 18:32
  • Licznik odwiedzin: 3 932 / 1223 dni
 
foreveralone112
 

#9

Comerme.: - Nie zrezygnujecie z wyjazdu - powiedziałam.
- Oczywiście, że nie. Pojedziemy w przyszłym roku, a może nawet wcześniej.
- Nie! Wylecicie pojutrze, tak jak było zaplanowane.
Ojciec, nic nie rozumiejąc, spojrzał pytająco na matkę. Ta znów pokręciła głową.
- Ja się zajmę Filipem i Kubą - oznajmiłam. - Przynajmniej dopóki nie przyjedzie ciocia Agnieszka.
Mama uśmiechnęła się smutno i wzruszyła ramionami.
- A właściwie dlaczego nie? - zapytał ojciec po chwili zastanowienia.
- Jak to dlaczego? Nie poradzi sobie z chłopcami.
- Mamo, opowiadałaś mi, że kiedy miałaś szesnaście lat, przez miesiąc sama opiekowałaś się ciocią Agnieszką i wujkiem Arturem. Nie pamiętasz? Ile lat miała wtedy ciocia?
- Nieważne.
- Ile?
- Siedem, ale to nie ma żadnego znaczenia.
- A wujek Artur? - nie dawałam za wygraną.
- Cztery.
- No właśnie. A ty tylko szesnaście! Ja za niecały miesiąc kończę siedemnaście.
- Nie ma o czym mówić - próbowała uciąć dyskusję mama, lecz tata przyszedł mi z pomocą.
- Zosia, nie upieraj się tak. To jest jakiś pomysł. Dlaczego Wika miałaby sobie nie poradzić z chłopcami?
- Choćby dlatego, że to są istne diabły. Popatrz tylko na nich.
Tu ani ojciec, ani ja, niestety, nie mogliśmy zaprzeczyć.
Filip zerwał się z miejsca, podbiegł do brata i zebrał jego gęste kręcone włosy w dwie kupki, tak, że tworzyły po obu stronach głowy coś na kształt rogów.
- Jesteś diabeł! Jesteś diabeł! - krzyczał, podskakując.
- Ty sam! - zawołał Kuba.
- Nie mówi się "ty sam" zaczęłam, ale machnęłam ręką. Miałam ważniejszą sprawę do załatwienia niż uczenie braci poprawnego wysławiania się. - Będziecie grzeczni, jak zostaniecie ze mną? - zwróciłam się do nich z bardzo poważną miną.
- Tak - zapewnił mnie Kuba.
- Pewnie - zawtórował mu Filip. - Będziemy bardzo grzeczne diabełki - dodał, po czym sięgnął szybko do talerza brata, wyłowił z niego ostatni cynamonowy krążek i wrzucił mu za koszulę.
Nie, na ich pomoc nie mogłam liczyć, popatrzyłam więc na tatę.
- Zastanów się nad tym. Zosia. I nie mów mi, że mój szwagier jako czterolatek był aniołkiem. Za dobrze go znam, żeby w to uwierzyć.
- Właśnie! - ucieszyłam się. Ja też pamiętam niesamowite historie o dawnych wyczynach wujka.
- Może i Artur nie był najgrzeczniejszym z chłopców - przyznała matka.
- Łagodnie powiedziane - sprostował tata.
- No dobrze, był okrutnym łobuziakiem - zgodziła się z nim. - Ale to była zupełnie inna sytuacja. Mój ojciec był wtedy na morzu, a mama w szpitalu. Musiałam się opiekować Agnieszką i Arturem. Nie było innego wyjścia.
- Teraz też nie ma - zauważyłam.
- Oczywiście, że jest. Po prostu zrezygnujemy z wyjazdu - powiedziała, lecz w jej głosie nie było już takiego zdecydowania, a na twarzy pojawiło się coś takiego, że pomyślałam, że trzeba kuć żelazo, póki gorące.
Męczyliśmy się jeszcze wspólnie z tatą dobre dwie godziny, ale w końcu udało nam się ją przekonać.
Kiedy zobaczyłam potem jej oczy, pomyślałam, że niezależnie od tego, co czeka mnie z Kubą i Filipem, wszystko to będzie warte tego blasku szczęścia, który je rozjaśniał.
Życiowe marzenie mojej mamy miało się spełnić i naprawdę byłam szczęśliwa, że ja też mam w tym jakiś udział.
Może moje marzenia też kiedyś się spełnią? Nie śmiałam pielęgnować w sobie tej nadziei; za każdym razem, gdy się pojawiała, starałam się ją stłumić , ale gdzieś, bardzo, bardzo głęboko, tliła się, żeby przypominać o sobie niespodziewanie, kiedy kładłam się spać, kiedy wstawałam, kiedy słuchałam płyty... kiedy na policzku wyskakiwał mi nowy pryszcz...

#
To tyle. Myślę że wam się podoba rozdział. Liczę na wasze oceny na dole w komentarzu : * <3
Papa! Trzymajcie się <333

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego